<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="Nasz nard jest oszczdny"> 
<author_1=Marian Promiski>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="8">
<date=1954-08-15>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Dowiedziaem si, e opiek ma tutaj lich, tyle co si ssiedzi zlituj i obiad przynios, ale przewanie wystudzony, kompotu doprosi si nie mona. W miecie natomiast mieszka jej crka, i to dobra crka, tylko e zapracowana, wic nieatwo jej star matk odwiedzi, choby nawet w czasie choroby.
Kobieta krzykna par razy przy badaniu, ale zaoybym si, e przesadnie, bo niczego jako wycisn nie mogem, adnego obrzmienia, brzuch miciutki Zafrasowany z powodu swej nieudolnoci wycignem jej termometr spod pachy: 37 nie siga, nie ma mowy o stanie zapalnym. Caa sprawa zaczyna mi by podejrzana. Mwi jej to, e nic powanego nie widz, a w kadym razie nic takiego, by trzeba byo a Pogotowia...
Wtedy zaczyna mnie prosi i zaklina, ebym j zbada oglnie, i o crce mwi, z adresem, adres powtarza dwa razy  Zosia tam za matk pacze.
No, skoro ju jestem... Po kwadransie stwierdziem przy dobrych chciach pewne oglne wycieczenie. Phosphit mam jej ochot zapisa, ale komu z nas by si phosphit nie przyda?
Widzc moje niezdecydowanie krzykna:	 Zabierz mnie std, doktorze. Jak nie do szpitala, to do crki. Zosia si ju mn zaopiekuje.
Gupia sprawa, dwch sanitariuszy wlokem na darmo, kurs juemy i tak zrobili, gryz si w jzyk, eby kobiecie czego przykrego nie powiedzie. Ale z wyrostkiem  czy to wiadomo? A jeli si potem rozwinie stan zapalny?
- Jedziemy!  postanowiem.
Obrzucia mnie dzikczynnym spojrzeniem i  jak si okazao  ju bya spakowana: nie zapomniaa nawet o termosie z herbat.
Poprosiem sanitariuszy do rodka, na nosze i jazda do wozu. Dziewczynka zamkna za nami drzwi i wsuna pacjentce klucz pod wezgowie.
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
